Paralaksa tła

Co po Tłustym Czwartku?

Ren
5 marca 2017
uigig;i
Fabryka Słów wznawia serię o Mercedes Thompson!
30 stycznia 2017
Skaryszew 2005.03Targ konski. / Horse market fot. Rafal Milach/Forum
Dziś początek skaryszewskiego piekła polskich koni
5 marca 2017

Zima w odwrocie

 
Koniec Karnawału i początek Wielkiego Postu to zawsze w pewnym sensie pożegnanie Starego i powitanie Nowego. Do upragnionej przez wszystkich wiosny coraz bliżej, rozpoczął się okres duchowych przygotowań do najradośniejszych świąt w całym roku obrzędowym, które kojarzą się z narodzinami życia, zielenią, nową nadzieją, słowem: wszystko idzie ku lepszemu! Co prawda okres radości i rozbuchanej żywotności poprzedza 40 dni z kiepskimi obiadami i umartwianiem się, ale tradycja to tradycja i należy choć trochę jej przestrzegać, a jeśli nie to, to chociaż wiedzieć, że taka istnieje i na czym polega. Jak to wyglądało w waszych rodzinnych domach? Mamy przez 5 tygodni serwowały na obiad żurek i śledzie na słono? Do chleba nie jedzono masła ani smalcu, odmawiano sobie słodkich przekąsek i alkoholu? A może był jakiś inny sposób na oczyszczenie duszy i dobre przeżycie tego czasu, kiedy wszyscy wyglądają już Nowego?
 

Zapusty w tradycji polskiej

 
Tłusty czwartek minął, ale co po nim? Przecież to jeszcze nie koniec ostatkowych zabaw. Dzień przed Środą Popielcową, we wtorek, odbywają się ostatnie wieczorki taneczne i zakrapiane alkoholem imprezy zwane zapustami, mięsopustami albo diabelskimi dniami. Podczas poprzedzających Wielki Post szaleństw starano się najeść i napić do syta, żeby wystarczyło na następne 40 chudych i pełnych zadumy dni. Z okazji korzystano więc do woli, w mniejszych społecznościach organizowano w karczmach spotkania i rauty z muzykantami, a przez miasta przechodziły wesołe korowody pełne psocących przebierańców. Malowano twarze sadzą, zakładano peruki i maski, futra i kożuchy i co kto tylko miał w zanadrzu, byle należycie uczcić ostatni dzień karnawału. We wsiach przebrane postaci chodziły od domu do domu, wałęsały się po drogach i zaglądały do okien, wszędzie wietrząc okazję do płatania złośliwych figli. Znani z obrzędów kolędniczych koza, turoń, niedźwiedź, konik, bocian i żuraw były jednak mile widziane na podwórzach i w obejściach, bo powszechnie wierzono, że przynoszą dostatek i urodzaj. Tego dnia nikogo nie dziwił widok wysmarowanego czarną pastą rogatego diabła, nie przerażała trupioblada śmierć w towarzystwie upiornej młodej pary, mężczyźni poprzebierani za wyjątkowo brzydkie kobiety też nie budzili zgorszenia. Całe gromady jaskrawych wrzeszczących i hałasujących osobliwości były kiedyś obowiązkową częścią ostatkowego dnia. Każdy napotkany przechodzień porywany był do szalonego tańca, zaczepiany na przeróżne sposoby, brudzony sadzą i natrętnie nagabywany o drobne datki. Kobiety – te prawdziwe i te podrabiane, na prawo i lewo rozdawały całusy i uściski. Wszyscy chcieli nabawić się na zapas. Na ziemi lubelskiej i sandomierskiej powszechne były bachuski. Gromada barwnych postaci, wioząca na sankach lub wózku słomianą kukłę zbierała datki dla swojego małego Bachuska, które wieczorem w karczmie wydawała na piwo i mocniejsze trunki.
 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.