Czas męskich wróżb – wigilia świętej Katarzyny

Ren
24 listopada 2016
beautiful-1842557_1920
Lubicie dostawać kwiaty na randce?
23 listopada 2016
together-1279900_1920
Komunikacyjne swaty, czyli gdzie i kogo można zaczepić?
28 listopada 2016

W święto Katarzyny są pod poduszką dziewczyny...

 

...i to nie takie, jakie przed chwilą podsunęła Wam wyobraźnia, Świntuchy! Żadnych skitranych przed mamą laleczek i świerszczyków w stylu retro do oglądania w nocy, przy chybotliwym świetle kaganka. Po prostu, chłopcy - kawalerowie też mieli swój dzień wróżb, odpowiednik Andrzejek - w wigilię świętej Katarzyny starali się wydrzeć losowi informacje o tym, kim będą przyszłe wybranki ich serc, czy w nadchodzącym roku zaloty zostaną pozytywnie przyjęte, albo czy jakaś panna zastawiła na nich miłosne sidła. Panowie wachlarz możliwości na przepowiadanie przyszłości mieli zdecydowanie uboższy od tego, którym dysponowała płeć piękna, ale i tak chętnie korzystali z magicznych dobrodziejstw, chętnie praktykowali ludowe zwyczaje, a wyniki wróżb traktowali bardzo poważnie. Często nawet sugerowali się nimi przy podejmowaniu późniejszych decyzji matrymonialnych.

 

Senne marzenia, słodkie marzenia

 

Ano tak, stąd właśnie te "poduszkowe" motywy w porzekadłach i przysłowiach. Chłopak podobno miał szansę ujrzeć oblicze swojej wybranki jedynie we śnie, pod warunkiem, że pod głową umieścił sobie sztukę damskiej bielizny. Źródła nie podają, czy koniecznie musiała być czysta. A może czar działał tylko kiedy intymna część garderoby została podarowana kawalerowi zdjęta prosto z dziewczęcego ciała? A może trzeba było zdobyć ją własnoręcznie? Nigdzie nie zachowały się takie pikantne szczegóły, ale jedno jest pewne: gdyby spełnienie powyższych kryteriów było koniecznością, wróżby nie byłyby potrzebne: spora część zalotów od razu miałaby swój finał, jedne w zacisznej stodole, inne na cmentarzu, na który wysłałby amatora niewieścich majtek strzegący cnoty córeczki tatuś.* *Jedno nie wyklucza drugiego, ale pod warunkiem zachowania chronologii wydarzeń. ;)

Bezpieczniejszą wersją tego magicznego rytuału było otarcie twarzy damską koszulą nocną na kilka minut przed snem. Rzecz nie musiała być zdobyczna - wchodziła w grę także pożyczona od mamy, siostry albo kochanki. Dla zachowania higieny psychicznej odradzano używanie do odprawiania guseł sypialnianej odzieży podwędzonej nestorkom rodu, bo nigdy nie wiadomo, czy zamiast powabnej młódki nie przyśniłaby się wtedy babcia w negliżu, na przykład podczas tępieniu kurzajek. Pochodzenia fatałaszków wykorzystanych do eksperymentów nie należało zdradzać kolegom...;)

 

Kwitnące gałązki i losowanie panienek

 

Chłopięce próby przepowiadania miłosnej przyszłości były pokrewne działaniom podejmowanym w tym kierunku przez dziewczęta. Losowano imiona spisane uprzednio na karteczkach i umieszczone w naczyniu - podobno w ten sposób przeznaczenie wskazywało delikwentowi personalia przyszłej wybranki serca. Trudno powiedzieć, czy należało się kierować tymi sugestiami przy poszukiwaniu partnerki - bo co jeśli we wsi co 3 panna na wydaniu miała na imię Kaśka, a w dodatku większość z nich daleka była od ideału? Na to pytanie źródła również nie odpowiadają, wychodzi więc na to, że każdy brał udział w tym pogańskim procederze na własne ryzyko, a wśród śmiałków panowała całkowita wolność interpretacji wyników.

Jeszcze na początku XX wieku wierzono, że gałązka wiśni lub czereśni ścięta przez chłopca w wigilię św. Katarzyny i włożona do wody, może przepowiadać powodzenie rozpoczętych już zalotów. Jeśli roślinka do czasu Bożego Narodzenia obsypała się kwieciem, kawaler i jego rodzina mogli już rozpoczynać przygotowania do ślubnej ceremonii. Gorzej, gdy w naczyniu pozostawał tylko suchy badyl bez życia, wtedy przyszłoroczna sytuacja na polu podbojów miłosnych nie przedstawiała się zbyt różowo. Należało zacząć rozglądać się za inną kandydatką na żonę.

 

Znów to chrześnijańskie "złodziejstwo"?

 

Jak zwykle. Bo czy to możliwe, żeby Kościół Katolicki, tak tępiący wszelkie przejawy magii i wiarę we wróżby, pozwolił na praktykowanie obrzędów pod patronatem swojej świętej?(Która przecież nie była odosobnionym przypadkiem, podobnie rzecz miała się ze św. Andrzejem). Tradycyjnie dopasowano ideę do pogańskiej tradycji - u Słowian listopad był miesiącem przepowiadania przyszłości - właśnie w tym czasie duchy zmarłych przodków chodziły po ziemi i szukały empirycznych możliwości kontaktu z żywymi. Z powodu ich obecności liczono na podpowiedzi i wskazówki dotyczące przyszłych wydarzeń i pomoc w podjęciu ważnych życiowych decyzji. A że małżeństwo było w pewnym sensie dla młodego człowieka końcem starego i początkiem nowego, wcale nie dziwi, że na wszelkie sposoby próbowano przewidzieć konsekwencje ewentualnych wyborów (raczej rodziny niż swoich własnych). Niepewni swoich losów chłopcy i dziewczęta poszukiwali odpowiedzi na dręczące ich pytania właśnie we wróżbach. Czy to zbieg okoliczności, że w kulturze Słowian dzień 24 listopada był podobno Świętem Doli (zakładając, że w ogóle kiedykolwiek istniał jakiś kalendarz, którego wiarygodność jesteśmy w stanie stwierdzić). Młode kobiety modliły się wtedy o szczęśliwe rozwiązanie ciąży i lekki połóg.

 

"Święta Katarzyna" nie istniała?

 

Tak, tak...nikt nie jest w stanie stwierdzić skąd tak naprawdę wziął się kult świętej Katarzyny. Wiele wskazuje na to, że zebrano w jedno historie kilku kobiet i stworzono ideał niewieścich cnót właśnie w osobie wyżej wymienionej. Najbardziej prawdopodobnym "pierwowzorem" Katarzyny Aleksandryjskiej jest Hypatia z Aleksandrii, córka Teona, znana z urody, otwartego umysłu i odziedziczonego po ojcu zamiłowania do wiedzy. Wykształcona pod kierunkiem tego filozofa, matematyka i astronoma, nie ustępowała w niczym najwybitniejszym przedstawicielom swojej epoki. Podobno wykładała na Akademii Aleksandryjskiej, a zwieńczeniem jej naukowego dorobku było wynalezienie astrolabium i areometru. Wizerunek kobiety-wybitnej intelektualistki wcale nie wpisywał się w patriarchalną retorykę Kościoła Katolickiego - niewygodna Hypatia szybko stała się ofiarą męskich frustracji - posądzona o praktykowanie mistycyzmu zginęła okrutną śmiercią.

 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.