Klawesyn z miłosnym trójkątem w tle

Ren
30 listopada 2016
nagłówek_właściwy
Trochę Prowansji w Bieszczadach. Pyszności z ustrzyckiej Piwniczki
29 listopada 2016
young-couple-1760184_1920
Klątwa pierwszej randki. Co zrobić, żeby przeżyć?
3 grudnia 2016

Miłe złego początki

 

Życiorys najwybitniejszej polskiej klawesynistki mógłby posłużyć jako studium klasycznej ironii losu: ta, która wydobyła z odmętów historii dawno wyrzucony do lamusa instrument, niewiele ponad 60 lat po swojej śmierci jest postacią zupełnie w Polsce zapomnianą. Wikipedia zwięźle informuje o jej muzycznych osiągnięciach, nie podając w rozwinięciu żadnych ciekawszych faktów o tej barwnej i wyjątkowej przecież postaci. A opowiadać jest o czym, bo oprócz wielkiego poświęcenia dla rozwoju pasji i służby na rzecz odbudowy tej zaniedbanej części muzycznej wirtuozerii, Landowska prowadziła bujne życie osobiste, nie kryła się ze swoimi odmiennymi preferencjami seksualnymi, a udane i stabilne małżeństwo nie przeszkadzało jej w tworzeniu jednocześnie udanego związku z kobietą. Cały ten układ działał za pełnym porozumieniem i zgodą każdej z zainteresowanych stron.

 

Ludzie, którzy mają pustkę w duszy, są biedni

 

Wandy z pewnością ten problem nie dotyczył. Córka adwokata żydowskiego pochodzenia, Mariana Landowskiego, od najmłodszych lat przejawiała talent i zainteresowanie muzyką. Rodzina dziewczynki była na tyle dobrze sytuowana, że mogła sobie pozwolić na zapewnienie latorośli edukacji od najmłodszych lat. Już jako czterolatka rozpoczęła lekcje gry na fortepianie, później uczyła się w warszawskim Konserwatorium Muzycznym, a w wieku 17 lat wysłano ją na studia muzyczne do Berlina. Mimo opieki znakomitych nauczycieli czuwających nad rozwojem jej umiejętności, Landowska wielokrotnie w swoich pamiętnikach przyznawała, że zajęcia na uczelni niezmiernie ją nudzą, bo nie ma na nich możliwości pielęgnowania swojej prawdziwej pasji, jaką była muzyka dawna, wykonywana na instrumentach,które wyszły z użycia kilka wieków temu. Pod koniec pobytu w Niemczech ostatecznie porzuciła próby wykonawcze na fortepianie, doszła bowiem do wniosku, że dzieła jej ukochanych kompozytorów, w szczególności Bacha, należy grać wyłącznie na klawesynie.

 

Małżeństwo z rozsądku

 

Zakończenie nauki na uniwersytecie zbiegło się w czasie z zawarciem małżeństwa z polskim pisarzem i etnografem Henrykiem Lwem, którego poznała w Berlinie około 1899 roku. Żadne z nich nie miało chyba złudzeń co do charakteru tej relacji: mąż był bardziej menadżerem i finansistą niż oblubieńcem Wandy, organizował podróże i załatwiał sprawy administracyjne, do czego ona, jak artystka, zupełnie nie miała głowy. Była jednak kobieta inteligentna i empatyczną - doskonale zdawała sobie sprawę, że z powodu swoich homoseksualnych skłonności zaniedbuje mężczyznę, któremu przecież wiele zawdzięcza - znalazła więc rozwiązanie satysfakcjonujące w pewnym sensie ich oboje: wynajęła pokojówkę, która podróżowała z nimi po świecie i pełniła jednocześnie rolę służki, powierniczki i kochanki (prawdopodobnie sypiała i z Wandą, i z Henrykiem, o czym małżonkowie doskonale wiedzieli).

 

W poszukiwaniu ideału

 

Landowska odnalazła swoją artystyczną ścieżkę, to bardzo ważne. Napotkała natomiast problem innej natury, bo czysto technicznej: nie miała na czym grać. Większość klawesynów, które uważano we Francji za instrument znienawidzonej arystokracji, została zniszczona na rozkaz Jakobinów. Rekwirowano je z domów osób skazanych na śmierć, a podczas ciężkich zim rąbano i palono nimi w piecach. Dlatego początkowo Wanda była zmuszona do gry na starych, podniszczonych egzemplarzach, które po żmudnych poszukiwaniach udawało jej się odnaleźć na strychach i w piwnicach paryskich kamienic. Te wysłużone sztuki nie zaspokajały w pełni jej oczekiwań, ciągle marzyła o skonstruowaniu dokładnie takiego instrumentu, na jakim grywał Bach. Realizacja oczywiście nie była prosta, bo od dawna żadna firma nie zajmowała się ich produkcją, jednak wraz ze wzrostem zainteresowania twórczością Wandy, szanse powodzenia przedsięwzięcia powoli pięły się w górę. Dopiero w 1912 roku marka Pleyel zainteresowała się projektem Landowskiej i zbudowała specjalnie dla niej kilka egzemplarzy.

 

W wielkim świecie

 

W tym czasie kariera klawesynistki nabierała tempa, koncertowała na całym świecie i zachwycała pięknem dawnej muzyki kolejne rzesze odbiorców. Podczas pobytu w Moskwie poznała żonę Lwa Tołstoja. Ta urzeczona jej mistrzowską grą, gorąco namawiała ją na przyjazd do Jasnej Polany i występ przed znanym pisarzem, który bardzo lubił muzykę, jednak od dawna nie opuszczał swojej siedziby i nie mógł posłuchać Bacha w wykonaniu Landowskiej na żywo. Artystka aż dwukrotnie skorzystała z zaproszenia i przez kilka wieczorów grała w domu Tołstojów, ku zadowoleniu i ogromnemu wzruszeniu rosyjskiego arystokraty

W 1913 roku, już jako wykładowczyni akademicka, stworzyła pierwszą na świecie klasę gry na klawesynie. Mimo mnogości trudnych i żmudnych ćwiczeń, jakich wymagało opanowanie podstaw tego instrumentu, chętnych nie brakowało a zainteresowanie rosło wprost proporcjonalnie do sławy utalentowanej Polki.

 

Związek czysto homoseksualny

 

Czas I wojny światowej Landowska wraz z mężem i pokojówką spędziła w Berlinie. Gdy w 1918 roku Henryk Lew zginął w wypadku samochodowym, obie panie szczerze go opłakiwały, jako swojego wieloletniego partnera. Można sądzić, że ta trudna sytuacja jeszcze bardziej je do siebie zbliżyła, bo od tamtej pory pozostawały właściwie nierozłączne i tworzyły związek przez wiele lat, podróżując razem i planując kolejne trasy koncertowe na wszystkich kontynentach. Kobiety dotarły do Ameryki, Azji, Ameryki Południowej, a nawet do Afryki - muzyka wykonywana przez Landowską przemawiała widać do ludzi bez względu na ich pochodzenie i kolor skóry.

 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.