Co daje nauka tańca?

Ren
29 listopada 2016
d5a21e8c-54ba-4f85-9777-361983e75f9c
Pociągające piękno Arktyki
28 listopada 2016
nagłówek_właściwy
Trochę Prowansji w Bieszczadach. Pyszności z ustrzyckiej Piwniczki
29 listopada 2016

Taniec: przeżytek czy nowa moda?

 

W ostatnich latach, zwłaszcza w dużych miastach, obserwuje się powolny powrót do łask tańców klasycznych, tych z tak zwanego „prawdziwego zdarzenia”. Na rynku co i rusz wyrastają szkółki specjalizujące się np. w swingu, wydawać by się mogło, dawno zapomnianym. Wszelkie kursy i warsztaty, na których można nauczyć się tańczyć, także cieszą się sporym zainteresowaniem, co mam nadzieję oznacza, że młodzi ludzie zaczynają doceniać wartość pewnych podstawowych umiejętności, jakie onegdaj posiadał każdy dobrze wychowany człowiek. Regres, który dopiero teraz, dzięki świadomej części "nowego" pokolenia nieco wyhamował, trwał przecież przez kilka dziesięcioleci.

Przyczyn jego nastąpienia należy z pewnością upatrywać w rozpoczętej w latach 30. XX wieku sukcesywnej eksterminacji elit i uporczywego stawiania zwyczajności i bylejakości jako wzoru do naśladowania. Wraz z doprowadzeniem inteligencji i arystokracji do niemal całkowitego upadku, pogrzebano - dosłownie i w przenośni - ostatnią warstwę społeczeństwa, która mogłaby zaszczepić w kolejnych pokoleniach potrzebę posiadania minimalnej choćby wiedzy o kulturze i zachowaniu w klasycznym, przedwojennym rozumieniu. A przecież to fascynujące choćby z punktu widzenia historycznego! Nikt nie oczekuje przeniesienia wszystkich tych zasad na współczesny grunt – wiele z nich trąci takim archaizmem, że zupełnie nie przystawałyby do dzisiejszych realiów. Reszta, nawet jeśli nie straciła na aktualności, to przestały nadarzać się okazję do ich praktycznego stosowania. Jednak umiejętność tańca i prawidłowego zachowania się na różnego rodzaju imprezach i rautach przyda się na pewno każdemu i pozwoli zaimponować zarówno damskiej jak i męskiej części towarzystwa. Tym bardziej, że dobrze tańczący Panowie, szczególnie wśród młodych, nadal są w rzadkością.

 

Nawet jeśli nauczę się tańczyć, co mi to da?

 

Obserwując zachowanie ludzi podczas spotkań towarzyskich połączonych z tańcami, mam nieodparte wrażenie, że ich niechęć do popisów na parkiecie wynika przede wszystkim z kompleksów i braku pewności siebie oraz obycia. Nauka tańca zaczyna się przecież od zaakceptowania własnego ciała i odrzucenia "magicznego myślenia", które pęta nogi i sprawia, że finezja ruchów plasuje delikwenta mniej więcej na poziomie drewnianego kołka, "wszyscy na mnie patrzą, zrobię z siebie pośmiewisko". Przełamanie tych barier przyniesie wymierne korzyści, nie tylko w postaci podniesienia poziomu rozrywki, jaki możesz zapewnić partnerce/partnerowi na weselu czy zabawie sylwestrowej, ale także w życiu codziennym - pewność siebie, którą daje umiejętność zapanowania nad swoim ciałem, nie skończy się z chwilą, gdy światła zgasną a orkiestra zacznie pakować instrumenty. Pozostanie z Tobą w życiu codziennym i na pewno ułatwi kontakty interpersonalne oraz sprawi, że łatwiej będzie nawiązać nowe znajomości.

• Człowiek nie może bać się własnego cienia i pocić na samą myśl o tym, że ktoś zwraca na niego uwagę dłużej niż moment. Dlatego apeluję do Was, nie dajcie się wciągnąć w pułapkę własnej podświadomości: nie próbuję nikogo przekonać, że z introwertyka-samotnika w miesiąc można stać się duszą towarzystwa i bywalcem wszystkich okolicznych rautów i wieczorków tanecznych, bo przecież zupełnie nie o to chodzi. Istotne jest pokonywanie barier, które ograniczają, przy jednoczesnym pielęgnowaniu swojej tożsamości. Nauka tańca klasycznego jest dobrym punktem wyjścia - nikt nie każe od razu korzystać z tych umiejętności w każdą sobotę na "dancingu z muzyką na żywo". Jeśli nie przepadacie za taką formą aktywności, możecie potraktować to jak kolejną praktyczną umiejętność - coś jak prowadzenie samochodu - i jednocześnie asa w rękawie, który w najmniej oczekiwanym momencie może odmienić wasze życie. Trochę teorii...

 

Bo ja tańczyć chcę...więc zachowuj się!

 

...czyli będzie mało praktycznie, ale jeśli któryś z Panów miałby chęć trzymać się sztywno reguł, proszę bardzo: • nie proś do tańca bez marynarki, w rozchełstanej koszuli i z krawatem wiszącym gdzieś na plecach. Masz być schludny i elegancki, wszystkie guziki pozapinane. Okrycia wierzchniego nie zdejmuje się, bez względu na to jakie szaleństwa odbywają się na parkiecie • nie stawaj kobiecie nad głową i nie szturchaj palcem, kiedy chcesz zaprosić ją na parkiet. Stań w pewnej odległości i zapytaj grzecznie czy Tobą zatańczy. • nie pytaj partnera kobiety czy możesz z nią zatańczyć • podajesz kobiecie ramię i prowadzisz na parkiet - nie każ jej Ciebie gonić • taniec rozpoczynaj zawsze na środku parkietu • nie demonstruj swojej przewagi, jeśli Twoje umiejętności taneczne wyraźnie przewyższają jej umiejętności • nie spoufalaj się zbytnio, nawet jeśli pani z którą tańczysz nie przyszła z mężczyzną • jeśli kobieta odmówi zatańczenia z Tobą - nie nalegaj. Przeproś i odejdź. • nie obcałowuj kobiet po rękach • jeśli przyszedłeś z kimś, nie wypada, żebyś kosztem swojej partnerki bawił się w towarzystwie innych pań

 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.