Jesienią narasta tęsknota

Ren
7 października 2016
Autumn reading
Regulamin konkursu anielskiego
29 września 2016
11169527_906577316047371_8638264282667102835_o
Bieszczadzki „Niedźwiadek” – restauracja w Ustrzykach Dolnych
8 października 2016
 

Wiatr pędzący kolorowe liście, poza chimerami chaotycznego bóstwa, posiada jeszcze jedną charakterystyczną umiejętność: wymiata z głów resztki optymizmu, (podświetlone jeszcze gdzieniegdzie, od spodu, gasnącymi promieniami wakacyjnych złudzeń). które pochowały się po kątach, gdzieś pomiędzy kłębami kurzu a włóczkami pajęczyn, przygniecione zeszłoroczną porcją zawiedzionych nadziei i porzuconych gdzieś w połowie stycznia postanowień noworocznych. Wywleka wtedy ten piwniczny mrok zawilgoconych tęsknot, trochę zapomnianych, jak mokra od pożegnania chusteczka wciśnięta z goryczą w dziurawą kieszeń płaszcza. Wpada do środka, do serca, przez duszne trzewia flauszowej czerni, zjeżdżając po śliskiej skórze wystrzępionej podszewki (całość może nawet być by Orsay, kolekcja Zima 2009, na metce kwota bez jednego grosza).

Z peronu - numer nie ma znaczenia - trzeba kiedyś odejść - choć prędkość, z jaką pociągi znikają z oczu, bywa różna - to po powrocie do domu, gdy instynkt samozachowawczy na chwilę da o sobie znać, każdy jeden równie szybko wrzuca łach w głąb szafy, niczym do sejfu albo kontenera na odzież skażoną toksycznymi wspomnieniami. Może minąć kilka dni, nim dojdziesz do wniosku, że każde znane Ci tutaj miejsce nie jest Twoim: schody za cmentarzem szczerzą się popękanymi brzegami jakoś nieprzyjaźnie, mocniej niż zwykle wkurwia Cię, siedemnasty tej nocy, przejeżdżający pod oknem tramwaj, nic Cię nie obchodzi, że właśnie za poniedziałkowego UŻET-a zabrali Ci całą premię frekwencyjną. Kiedy zaczniesz sobie uświadamiać, że coś jest nie tak, z każdą minutą klarowniejsze będzie to, że jesteś w dupie i w dodatku już zacząłeś się w niej urządzać. Nie ma niczego, co naprawdę Cię rusza, chociaż jeszcze wrzucasz drobne do żebraczych kubeczków i zasmuca Cię widok bezdomnego psa. Może nawet byś go wziął, gdyby każde Twoje teoretycznie możliwe pragnienie nie było obwarowane nakazami, zakazami, rozważaniami i zdroworozsądkowym podejściem, które zaraz Ci doradzi, że dla komfortu zwierzęcia musisz na chacie 3 pokoje i antresolę, do tego pracować na pół etatu. Wtedy przypominasz sobie swoje M2 i 10 godzin dziennie do odpękania, więc odchodzisz, rozgrzeszony i uspokojony. Przestrzeń ulicy jest wystarczająco duża.

 

Został z Ciebie mięsno-kostny kisiel

 

Gdybyś mógł stąd uciec, pewnie byś to zrobił. Ale nie zrobisz, podświadomie zdajesz sobie sprawę, że masz na nogach niewidzialne, betonowe buty - tylko Twoja głowa, po umoczeniu w odpowiednio dużej ilości alkoholu, czasem jeszcze się wyrywa i próbuje łypać zaropiałym okiem wspomnień na miejsca, w których kiedyś wydawało się, że świat należy do Ciebie. Wraz z Tobie podobnymi, szczerze gardziłeś zgorzkniałymi, leniwymi gnojami i zarzekałeś się, że nigdy taki nie będziesz. Po stokroć wyparłeś się siebie. To nawet nie było tak dawno, raptem 10 lat temu. Dekada. Pamiętasz?

Jeśli już ustaliłeś, że życie jest Ci dostatecznie niemiłe, możesz spróbować zdobyć lekarstwo, w którego skuteczność w ogóle nie wierzysz. Żeby nie było, ruszysz się gdzieś, bo masz urlop i konto w pomarańczowym banku (rób po swojemu, TY decydujesz, Tytytytyty). Przyoszczędziłeś, to możesz jechać - nie wybierasz all inkluziw, bo zostało w Tobie jeszcze coś z dawnych lat. Kierunek Bieszczady, żeby bez celu powłóczyć się po starych śladach. Przez chwilę pomyślałeś, żeby zatrzymać się w Polańczyku - to dowodzi, jak bardzo czas Cię posunął, sam dobrze wiesz w co. Wiedziony ostatnim odruchu przyzwoitości wybierasz którąś z dobrze znanych wiosek, choć trochę się boisz, że to, co tam zastaniesz, zmieniło się równie mocno, jak Ty. Jedziesz sam.

 
 
Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady

Jerzy Harasymowicz

 
 
Wracasz, Powoli, przypominasz sobie ścieżki, idąc po śladach pozostawionych przez obce buty, założone na nieznajomo stąpające nogi. Jeśli w swoim nieszczęściu masz odrobinę szczęścia, to może nawet przypadkiem trafisz pod dach kogoś, kto pokaże Ci, że jesteś dupą wołową i trzęsiesz się nad sobą jak osika (gdybyś jeszcze miał coś do stracenia).
 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.