Paralaksa tła

Co powinieneś wiedzieć zanim weźmiesz psa ze schroniska

Ren
23 stycznia 2017
Bolesław Leśmian z pracownikami, Leśmian Poeta, Bolesław Leśmian opracowanie
#wtrzechzdaniach Leśmianie, z okazji urodzin PiS nie uczyni Cię patronem
23 stycznia 2017
edf
Dlaczego warto wziąć psa ze schroniska?
25 stycznia 2017

Przed przygarnięciem schroniskowca...

 
Proponuję zacząć od kropelek. Takich na wstrzymanie albo na uspokojenie, żebyś najpierw mógł 10 razy przemyśleć swoją decyzję. We wszystkich prozwierzęcych akcjach trąbi się o tym, że istota na czterech łapkach to nie zabawka, że trzeba być odpowiedzialnym, trzymać się podjętego zobowiązania i tak dalej. Dotyczy to zarówno psiaków i kociaków kupowanych z hodowli, jak i branych z przytułków i fundacji życiowych wykolejeńców. Jednak w tym drugim przypadku należy zastanowić się kolejne dziesięć razy. Albo nawet dwadzieścia, jeśli trzeba. Zaraz dowiesz się dlaczego.
 

Azyl to nie sklep z odzieżą używaną

 
Schronisko to nie jest secondhand ani wypożyczalnia starych rzeczy, gdzie za grosze można sobie wziąć co się komu podoba, bo a nuż się przyda. Nie! To jest poczekalnia dla biednych, często pokrzywdzonych przez los (a jeszcze częściej przez potwornie złych ludzi) psich i kocich dusz: przestraszonych, toczonych przez choroby i pasożyty, porzuconych, posiadających nabyte na podstawie ciężkich doświadczeń wady zachowań, z upośledzonym postrzeganiem kontaktu z człowiekiem. Przygarnięcie takiej ŻYWEJ istoty jest odpowiedzialnością stukrotnie większą niż wzięcie szczeniaka czy kociaka z hodowli, małego tabula rasa. Decydując się na wybór towarzysza po przejściach należy liczyć się z tym, że zostaniecie razem na dobre i złe, do końca jego lub Twojego życia. Tylko z takim podejściem powinieneś zbliżać się do bram schroniska. Jeśli masz jakieś wątpliwości albo przekonanie, że jeśli coś będzie nie tak, zmieni się Twoja sytuacja albo nie podołasz powtórnej adaptacji zwierzęcia do życia w stadzie, to po prostu oddasz je znowu, to lepiej od razu uderz się w głowę czymś ciężkim i kup sobie Textę za 300 złotych (jeśli trafisz na promocję). Powrót do azylu po chwilowym zaznaniu miłości i normalnego życia jest największą traumą i okrucieństwem jaką można zafundować adoptowanemu zwierzęciu (pomijam jakieś fizyczne znęcanie się). Pies czy kot mają uczucia i emocje, cierpią, przywiązują się do człowieka, potrafią kochać, rozpaczać i umierać z tęsknoty. Nie bądź skończonym palantem i nie próbuj fundować im kolejnego psychicznego zjazdu tylko dlatego, że Twoje postrzeganie rzeczywistości i zdolność przewidywania jest ułomna przez wygodnictwo i nowoczesne życie.
 

Co dalej, a raczej od czego zacząć?

 
Proste, od wizyty w schronisku. Większość tego typu placówek znajdująca się w większych miastach prowadzi fanpejdże i strony internetowe, na których prezentuje zdjęcia swoich podopiecznych przeznaczonych do adopcji, wraz z krótkim opisem ich potrzeb i usposobienia. Niech to będzie miejscem dokonania pierwszej selekcji. Jeśli nie masz doświadczenia ze zwierzętami, nie decyduj się na psa po przejściach w typie amstaffa, jeśli mieszkasz w m3, nie przygarniaj do siebie bernardyna. Wiem, że szczeniaczki są słodkie i chwytają za serce, ale nie zapominaj, że pracujesz i przez 8 godzin dziennie nie ma Cię w domu – malec potrzebuje uwagi, zamykanie go samego w pokoju na pewno nie wpłynie dobrze ani na niego, ani na wygląd Twojego mieszkania. Przede wszystkim mierz siły na zamiary: wiem, że żal Ci starego i chorego biedaka, ale jeśli Twoje możliwości finansowe nie są relatywnie duże, lepiej daj sobie spokój. Rachunek z kliniki weterynaryjnej naprawdę może zjeżyć włos na głowie. A co zrobisz, jeśli Twój czworonożny przyjaciel będzie potrzebował drogich leków? Uśpisz go czy zwrócisz do schroniska? Nawet o tym nie myśl. Jeśli jakaś porzucona psina wyjątkowo przypadła Ci do gustu, zadzwoń pod podany numer telefonu (zazwyczaj do wolontariusza, który opiekuje się danym zwierzęciem) i umów się na próbny spacer. Podczas jego trwania przekonasz się chociaż w niewielkim stopniu jak pies się zachowuje, zaobserwujesz jego reakcje na ludzi i inne elementy otoczenia, przy okazji będziesz mógł wypytać opiekuna o cechy charakteru i potrzeby Twojego przyszłego pupila. Z doświadczenia mogę powiedzieć, żeby aż tak mocno nie sugerować się tym, co usłyszycie, w schronisku jest setki psów, mało ludzi do pracy i jeszcze mniej pieniędzy. Prowadzący nie są w stanie ciągle diagnozować i leczyć każdego z osobna. Są prowadzone szczepienia na poszczególne choroby, zwierzęta teoretycznie są odrobaczane, ALE…
 

Na co zwrócić uwagę?

 
No właśnie. Utrzymanie w zdrowiu takiej gromadki, mającej ciągle ze sobą styczność jest niemożliwe. Pasożyty i choroby zakaźne przenoszone są w odchodach, w ślinie, przez krew… Nawet jeśli każde zwierzę byłoby prawidłowo leczone, i tak trafi w błędne koło i prawdopodobnie zarazi się od innego. Dodatkowo środki, które są podawane działają tylko na najbardziej powszechne robale, a i tak nie zawsze w pełni sobie z nimi radzą. Mój pies dostał na przykład tylko jedną dawkę, a przynajmniej tylko tyle miał wpisane do książeczki, więc na to samo by wyszło, gdyby nie dostał jej wcale. Licz się z tym, że od razu czeka Cię wizyta u weterynarza, na której możesz się dowiedzieć naprawdę wszystkiego, a zobowiązanie schroniska, że wydaje Ci zdrowego psa możesz sobie wtedy włożyć w buty. Bo co, pójdziesz z reklamacją? W przypadku mojego psa okazało się, że jest zarobaczony w stopniu niesamowitym, dlatego wygląda jak skóra i kości. Przedstawiciel fundacji twierdził, że to w wyniku stresu. Na wszystkie badania u weterynarza wydałam łącznie pół wypłaty, a to był dopiero początek. Okazało się, że pies ma lamblie, uszkodzoną trwale trzustkę, wątrobę i jelita, co skutkuje nieuleczalną nietolerancją pokarmową, za którą idzie przyjmowanie leków i wsuwanie tylko dietetycznej karmy do końca życia. Zjedzenie nawet odrobimy czegoś innego skutkuje natychmiastowym zapaleniem żołądka, zastrzykami i antybiotykoterapią. Ile ich już było, nawet nie liczę, bo w przypadku mojego psa wystarczy, że poliże na dworze coś paskudnego, choćby brudny śnieg i już choroba gotowa. A na spacer przecież musi wychodzić, nie mogę trzymać go cały czas w domu.
 

Przedadopcyjny spacer

 
Przygotuj się na to, że nie tylko Ty będziesz pytał, ale też będziesz wypytywany. O warunki mieszkaniowe, finansowe, czy miałeś kiedyś psa, jakie masz doświadczenie, czy zgadzasz się na wizytę poadopcyjną. Niezależnie od tego jakich odpowiedzi udzielisz, będziesz musiał podpisać umowę adopcyjną. Zazwyczaj na jednym spotkaniu się nie kończy i trzeba umówić się na drugie, oczywiście jeśli jesteś przekonany, że wybrany przez Ciebie pies będzie dla Ciebie odpowiednim towarzyszem. Przekazanie psa odbywa się zazwyczaj tego samego dnia, dlatego zaopatrz się w smycz i obrożę, musisz też mieć przy sobie dowód osobisty i pieniądze. W moim mieście wzięcie psa kosztuje 50 złotych, ale jeśli kogoś stać to ładnie z jego strony, jeśli zapłaci „co łaska, nie mniej niż…” i będzie żył nadzieją, że choć część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na rzeczywiste potrzeby placówki, bo z tym też bywa różnie, ale o tym kiedy indziej… Nie bądź zdziwiony, jeśli po przywiezieniu do domu nowy członek rodziny będzie zachowywał się dziwnie. Może być osowiały i schować się w kącie, albo wręcz przeciwnie, biegać po całym domu, wąchać i szukać nie wiadomo czego. Nienaturalne pobudzenie po kilku godzinach powinno minąć. To normalne, jeśli na początku nie będzie chciał jeść ani pić, mój dopiero następnego dnia zainteresował się michą.
 
 
Dla porównania, na pierwszym zdjęciu mój "zdrowy" pies prosto ze schroniska. Na kolejnych po diecie i kuracji.
 
Ren
Ren
Świeżo upieczona autorka niniejszego bloga. Pasjonatka wszystkiego, co rozciąga się pomiędzy historią a filozofią, pod warunkiem, że przeplata się z dużą ilością małych zwierząt. Poza tym, lubię ładnie pachnieć.